Ponieważ ciągle jestem zalewany zaproszeniami na jakieś gówniane wydarzenia na Facebooku postanowiłem sam założyć wydarzenia, ale nie gówniane. Oto
POLSKA PREMIERA THE DARK KNIGHT RISES!!!
Zapraszam!
13 listopada w Bazylice Mariackiej w Gdańsku odsłonięto pomnik ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej. Aż dziw bierze, że tak późno, wszakże od katastrofy minęło już siedem miesięcy. W tym czasie Warszawa doczekała się Krzyża Smoleńskiego, Kraków Krypty Smoleńskiej, a wiele innych miejscowości jeszcze innych niesamowitych rzeczy Smoleńskich pisanych oczywiście z wielkiej litery mimo, że to przymiotnik, bo jak inaczej nazywać te wszystkie miejsca, które oddają cześć 96. największym i najmądrzejszym Polakom z Lechem Kaczyńskim na czele? Odsłonięciu pomnika towarzyszyły oczywiście protesty masońskich Żydów, za którymi stoi Układ radziecko-niemiecki. Sławoj Leszek Głódź jednak nie ugiął się i odsłonięcia dokonał. Iście heroiczny to czyn porównywalny nawet z tragiczną ofiarą 96. najwspanialszych poległych za ojczyznę. Z układem jednak nigdy nie wiadomo i być może arcybiskup będzie potrzebował funkcjonariuszy BORu. Pytanie tylko czy jacyś zostali po tym jak każdy członek Prawa i Sprawiedliwości poczuł się celem nożownika, który zresztą siedzi w areszcie. Po co im ta ochrona nie wiadomo. Przecież na pewno każdy z tych patriotów chciałby zginąć za ojczyznę (bo tym właśnie w ich mniemaniu jest bycie zamordowanym przez wariata) i spotkać się jak najszybciej ze świętym prezydentem Lechem Kaczyńskim. Wróćmy jednak do Gdańska i pomnika poległych w Bazylice Mariackiej. Napisać, że wygląda beznadziejnie to właściwie jakby go pochwalić. Składa się z czterech połamanych płyt i Jezusa wyłaniającego się za nimi. W pomniku umieszczona została ziemia z miejsca katastrofy, fragment rozbitego samolotu oraz kawałek brzozy, o którą uderzył samolot. Brakuje tylko kawałka wieży kontrolnej (albo i kontrolera!), aparatu, z którego zostały skasowane dowody w postaci niewyraźnych zdjęć, oraz oczywiście łusek od nabojów, którymi zostali zamordowani nasi najwybitniejsi. Zastanawiam się tylko skąd ta nagła zmiana. Wszyscy pamiętamy oburzenie duchownych kiedy Największy Lech Kaczyński został wsadzony do „ruskiej trumny”. No cóż, jak widać ruska ziemia, samolot i brzoza nie jest tak zła jak trumna. Odsłonięcia monumentu dokonali przedstawiciele rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, którzy są tak smutni, że jeżdżą od premiera do prezydenta, po drodze zahaczając o miejsca w całej Polsce, by w blasku flashy odsłaniać pomniki. Nic tylko im współczuć. Jarosława Kaczyńskiego nie było. Pewnie dlatego, że go nikt nie przeprosił.
I za to dostałem 5-
Tagi: kaczyński, gdańsk, pomnik, smoleńsk
skomentuj (1)
To jest mój czas
Nikt mi tego nie odbierze
Dwadzieścia kilka lat
Ciągle w nic nie wierzę
Brak mi doświadczeń istotniejszych
Holocaustu, wojny, śmierci
Pornografia, telewizja
To mnie kształtowało
Dwadzieścia kilka lat
I jedno pytanie
To jest mój czas
Jestem o tym przekonany
To jest mój czas
Jeszcze nie wykorzystany
Dwadzieścia kilka lat
Niczego nie dokonałem
Dwadzieścia kilka lat
Żadnych na przyszłość planów
Dwadzieścia kilka lat
Żadnych ideałów
Tylko Marilyn Manson miałby szansę
Dwadzieścia kilka lat
I jedno pytanie
Myślisz że jesteś lepszy?
Jesteśmy tacy sami
Że tak se sprafrazuję:P Wiem, że urodziny miałem kiedyśtam już.
Tagi: urodziny, pornografia
skomentuj (0)
Dzisiaj byłem na konferencji "Planeta Kaukaz", gdzie wypowiadali się ludzie, którzy mieszkają, lub byli (i tu niespodzianka) na Kaukazie. Poszedłem, bo kazała pani Kietrys. Ku mojemu zdziwiniu było dość ciekawie. Ale najlepsza nie była sama konferencja, tylko dwie inne rzeczy:
1. ratusz starmiejski. Nie wiem kiedy on tam został wybudowany, ale ma świetny wystrój. Ozdobne żyrandole i tym podobne bajery. Co ja tu będę opowiadał. Kto był tam kiedyś to wie, a kto nie był to i tak nie umiem opisać. Stare to, ale ładne.
2. Wino! Ale nie tam, żeby się nachlać. Każdy chętny otrzymał lampkę wina (do wyboru: białego, lub czerwonego) po konferencji. I teraz sobie wyobraźcie: ratusz staromiejski i tłum ludzi, a każdy z lampką wina ogląda wystawę fotografii. Poczułem się jak na jakimś wykwintnym bankiecie co to wiele ich widziałem na filmach. Kultura wyższa Panie i Panowie.
A później poczuliśmy się tak dystyngnowani, że poszliśmy na piwo po 9 zł, a co!
Z innej beczki: Na Ergo Arena zawita Carlos Santana i Ozzy Osbourne. Ale oprócz nich tajmnicze legendy heavy metalu. Modlę się, żeby byli to Iron Maiden, których zresztą aktualnie słucham.
Z innej kanciapy: Nokia X7-00 wyciekła do sieci. Apel: Maciek kup se, a jak już będziesz chciał sprzedać to ja zaklepuję! A X7 jest zajebista, bo wedle wstępnych informacji to będzie N8 (no, nieco uboższa), która sama w sobie jest zajebista, ale w wersji Xseries, która sama w sobie jest zajebista, czyli zajebistość do kwadratu! Ciekawe ile będzi to kosztować.
Pozdrawiam M&M'sów.
Tagi: konferencja, kaukaz, planeta, x7-00
skomentuj (3)
Chciałbym sobie postrzelać
Wiesz, do dziewczyn na ulicy, w biały dzień, teraz
Nie do zwykłych dziewczyn, ale do tych najpieknięjszych
Chciałbym patrzeć im w oczy jak marnieją i wiedną...
Otrzymaliśmy zadanie zrecenzowania jednej z książek Mario Vargasa Llosy. Zachęcony tytułem postanowiłem przeczytać „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”.
Książka opowiada o miłości Ricardo do pewnej kobiety. Spotyka on ją kilkakrotnie w swoim życiu, w różnych miejscach na świecie.
Książka jest po prostu nudna. Głównym wątkiem jest tutaj wspomniana miłość, która owszem jest czymś wspaniałym, ale dla bohatera powieści, nie zaś dla czytających, bo ileż razy można czytać jak to Ricardito wpatrując się w jakąkolwiek część ciała Chilijeczki, czy obywatelki Arlette mówi jej jak to ją kocha, jak chciałby spędzić z nią całe życie i jak bardzo lubi z nią spędzać noce? Czytając to miewa się odruchy podobne do tych, jakie miał Peruwiańczyk po dowiedzeniu się, że bohaterka zdradziła monsieur Arnoux. Jesteśmy zalewani banałami, co zresztą sam autor, przez słowa Lily potwierdza. Takiej fabuły można oczekiwać od taniego romansu dla nastolatek, ale nie od dzieła laureata nagrody Nobla!
Historia przedstawiona w książce jest niesłychanie naiwna. Oto, bowiem Ricardo podróżuje po całym świecie kilkukrotnie spotykając tytułową niegrzeczną dziewczynkę. Bardziej prawdopodobne wydałoby się wplecenie kosmitów do fabuły. Autor mógł, chociaż zawęzić miejsce akcji do jakiegoś małego kraju.
Oczywiście miłość Ricardo do niegrzecznej dziewczynki to nie jedyny wątek. W tle przewijają się, bowiem różne wątki historyczne. Ile z nich jest prawdziwych, a ile wymysłem autora nie mam pojęcia. W każdym bądź razie nie zainteresują one wszystkich, a jedynie miłośników historii. Ja do nich nie należę.
Bohaterowie są płascy i jednowymiarowi. Wszystkie czyny głównego bohatera determinowane są tylko przez jedno uczucie – miłość do niegrzecznej dziewczynki. Cokolwiek nie robi jest to związane tylko i wyłącznie z nią. Albo wybiera się gdzieś by ją odnaleźć, albo rzuca się w wir pracy, by o niej zapomnieć. Jest przy tym naiwny tak jak cała fabuła. Za każdym razem, gdy pojawia się ex-Chilijeczka biegnie do niej jak przysłowiowy piesek mimo wszystkich oszustw i kłamstw, których dokonywała w przeszłości. O ile można to zrozumieć, kiedy bohater ma około 20 lat, o tyle jest to niepojęte w późniejszych latach jego życia. Tylko niepoprawni romantycy uznają tę postawę za godną naśladowania. Cała reszta nazwie go po prostu głupcem.
Sama niegrzeczna dziewczynka to z kolei oszustka, intrygantka i kobieta sprzedająca się dla polepszenia swojego statusu społecznego i ekonomicznego. Nie zmieni tego nawet zakończenie.
Jak widać każdy bohater ma tylko jedną stronę. Jest czarny, lub biały, a co za tym idzie przewidywalny. Dotyczy to nie tylko głównych bohaterów. Każdy hipis jest taki sam, a rewolucjonista podobny do rewolucjonisty. Właściwie gdyby pozamieniać imiona znajomych Ricardo opisanych w jednym rozdziale nie zauważylibyśmy różnicy. Każdy z nich jest jednakowo nijaki i ma podobną historię. A może ja czegoś nie dostrzegam?
Opisy są dosyć szczegółowe. Co prawda autor nie wysila się na oryginalność i stosuje głównie proste słownictwo, raczej bez porównań, ale w sposób dość bogaty pokazuje świat przedstawiony w książce.
Z drugiej strony bohater traci na wiarygodności, kiedy zwraca uwagę na szczegóły takie jak makijaż, czy ondulacja włosów. On jest tłumaczem, a nie fryzjerem.
Do nielicznych plusów zaliczyć można to, że książkę czyta się mimo całej nudności dość szybko dzięki stylowi, w jakim jest napisana.
Podsumowując: wygląda na to, że „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” są jedną z najgorszych książek Mario Vargasa Llosy, albo nagroda Nobla jest, co prawda znana, ale przyznawana przypadkowym ludziom. Powieść nie przekonała mnie i raczej nieprędką sięgnę po kolejną tego autora, o ile nie będę do tego zmuszony. Raczej nie polecam.
I za to dostałem piątkę:D
Tagi: recenzja
skomentuj (2)
Przyszła jesień. Jak co roku. To bardzo refleksyjna pora, dlatego zacząłem się zastanawiać czym dla mnie jest jesień?
Nudną, długą, melancholijną, beznadziejną porą roku. Chociaż określeń pewnie znalozło by się i więcej. Nie rozumiem jak można ją lubić. Jak śpiewa Kazik Staszewski: "tylko zimno i pada, zimno i pada". Do tego bardzo szybko robi się ciemno i jest strasznie sennie. Mówi się nawet o jesiennej depresji, o której napisano już wiele książek, piosenek i wierszy. "Najlepiej najeść się igliwia i iść spać" - powiedział jeden z wykładowców. I coś w tym rzeczywiście jest. Niestety, kiedy się studiuje trzeba wstawać, a niejednokrotnie i wracać z uczelni, kiedy jest jeszcze (lub już) ciemno. A po zajęciach jakieś zadania domowe. Nie ma czasu się wylegiwać. W zasadzie to nie miałbym nic przeciwko przeniesieniu wakacji na jesień. Nie pomaga nawet przestawienie czasu. Jedyna jego dobra strona to fakt, że śpimy w jeden dzień godzinę dłużej. Takie przestawienie powinno być co najmniej raz na tydzień. Niektórym jesienią przyjemność daje grzybobranie, ale mnie niespecjalnie bawi chodzenie po mokrym lesie w poszukiwaniu czegoś co jakimś specjalnym przysmakiem nie jest. Kleszcza można złapać, czy jakieś inne paskudztwo. Lepiej kupić w sklepie. Najlepiej w najbliższym, bo nie ma co spacerować w taką pogodę.
Ale jesień ma też nieliczne dobre strony. Spadające różnokolorowe liście tworzą wspaniały krajobraz, tak różny od zimowego, czy letniego. Tyle, że gapienie się w nie przez trzy miesiące sprawia, że stają się nudne. O wiele bardziej tolerowany jest też mój wieczny hiperpesymizm, bo zawsze swoje marudzenie mogę tłumaczyć porą roku. Jesienią mam też urodziny, dzięki czemu humor się trochę poprawia. Przynajmniej na razie, dopóki nie zacznę narzekać, jaki to ja już jestem stary. Okazji do imprez jest jednak więcej, bowiem urodziny ma też mój tata i kuzyn, a i w czasie listopadowych świąt rodzina często się spotyka, by porozmawiać i pośmiać się. To są moje jasne punkty jesieni. Każdy powinien znaleźć swoje dzięki czemu ten jakże smutny czas wyda się być nieco weselszy i krótszy. A najważniejsze jest właśnie to, żeby czas do 22 grudnia wydawał się płynąć jak najszybciej. Zima już nie jest taka zła, a dni znów robią się coraz dłuższe.
skomentuj (1)
WSG jest pojebane z definicji. To wszyscy wiedzą. Teraz jednak przeszli samych siebie. Wymyślili, że dyplomatorium odbędzie się w moje urodziny, czyli w piątek, absolutnie nie będący dniem wolnym. I to jeszcze sobie każą przyjść o 15:30. Nie wiem jakie terminy mają inne Wyższe Szkoły, ale:
1. To są studia licencjackie, więc raczej wielce prawdopodobne, że duża część studentów pójdzie na magiterkę, nie?
2. W Inowrocławiu szkół wyższych jest... e... jedna? W tym prowadząca magisterskie studia uzupełniające w trybie dziennym... całe zero?
Więc kurwa, co? Jak ktoś chodzi na dzienne, albo pracuje to weźmie sobie wolne, żeby przyjechać do Wyższej Szkoły Gówna? A pierdolcie się!
Tagi: wsg
skomentuj (1)
Miesiąc zajęło, żeby jakiś wykładowca nazwał mnie bezczelnym i użył w stosunku do mnie słowa "dezaprobata". Owym wykładawcą okazał się nie kto inny jak sam pan Chomik. A wszystko przez to, że stwierdziłem "pan miał poszukać" oraz, że słownik PWN jest do niczego.
No i wreszcie pierwsze piwo.
A wczoraj pani Kietrys powiedziała, że niema mojej pracy, na co ja: "ja pierdolę". Powoli się rozkręcam...
Tagi: zakrza
skomentuj (2)
Pozdrawiam moich perwersyjnych przyjaciół, którzy uwielbiają Sado Maso. Na nich zawsze można liczyć;) Tylko bransoletek nie można ukraść i mi zamykają karty Avalon Avalon Avalon.
A w ogóle to: koń koń koń koń
i osioł murzyński. A Mudzin z zielonym ludkiem się lubią, bo biały zamordował innego zielonego, który się skurczył.
A kominiarz to komornik, a balkonik to blok.
Tagi: koń, osioł murzyński
skomentuj (2)
Mówią:
„Politycy to najgorsze gówno w mieście
Jakby ich pozabijać to się może zmieni wreszcie”
Ale ja mam wątpliwości lecz jedynie co do metod
Lepsze gazy trujące od noży, pistoletów:D
Prorok jaki, czy co?
Tagi: politycy, łódź, kazik, pis
skomentuj (2)Niema to jak siedzieć od 8.15 do 18:30 w szkole:/ I tak miałem dobrze, bo na okienku poszedłem sobie pospać jakąś godzinkę. Ale za 3 tyg. okienka nie będzie, więc biorę do szkoły pistolet. Albo zastrzelę kogoś, albo siebie.
skomentuj (0)
Jak powstają twoje teksty, gdy mnie ktoś tak spyta, zakurwię z laczka i poprawię z kopyta.
Dobranoc państwu.
Właśnie ułożyłem w głowie zajebisty monolog pod tytułem: "dlaczego kobity mnie nie chcą". Jest tak niesamowity, że muszę się pochwalić, ale niestety z różnych względów nie mogę go tutaj umieścić:P
skomentuj (0)
Poniedziałek. Rozpoczęcie roku akademickiego. Nuda panie, pierdoły. Nie poznałem nikogo. Jem obiad w restauracji, gdzie zamawiam filet z kurczaka z ziemniakami, a dostaję: filet z kurczaka, ziemniaki, surówkę, rzeżuchę, truskawki, oliwki, wykałaczki i cukierki.
Wtorek. Idę na 10. O 8 wpada Jasiek (ten, u którego mieszkam) i mi mówi, że myślał, że mi się coś stało. Pierwsze zajęcia - pierwszego wykładu niema, drugi jest nudny, trzeci ciekawy. Tym razem jem w restauracji studenckiej, więc gratis mogę dostać jedynie rzeżuchę.
Środa. Idę na ósmą, ale budzę się dużo wcześniej, bo Jasiek uruchamia Radio Maryja ok 5.30... W szkole opowiadają coś o Pomorzu. Mamy też opisać trzy dni ze swojego życia. Chyba wykorzystam coś z tego, tylko trochę pozmieniam. Na obiad zjadam Spaghetti. Wstałem wcześnie rano, więc na chwilę się położyłem. Niestety Jasiek podgłasza telewizor do granic możliwości i mnie budzi. Chcę iść spać dalej, ale Jasiek rozmawia z ciocią i mówi: "oj, czekaj, zobaczę czy się obudził"... Wieczorem idę do klubu, bo mi powiedziano, że tam integracja, a tam tylko ludzie z matematyki. Głupie chuje. Ale ja tam jeszcze zajrzę, bo w tym klubie striptiz jest we wtorki.
Czwartek. 9.30 - budzi mnie Jasiek, mimo, że idę na 12. Ja go kiedyś zabiję za to. W szkole zajęcia z Chomikiem, który tłumaczy jak odmienia się nazwiska zagraniczne. A robi się to w ten sposób, że odmienia się tak jak w polskim dodając odpowiednią końcówkę, ale nie zniekształcając nazwiska, do którego czasem daje się apostrof, a czasem nie. Szczególnie nie daje się apostrofów Węgrom. Bezsensu, ale nie ja to wymyśliłem. Wracam ze szkoły, a tam znajoma Jasia ubolewa wraz z nim, jaki ten świat jest straszny. U plugawej Drzyzgi dyskutuje się o orgazmach i prostytutkach, ludzie kaleczą język mówiąc skrótami, a także
używając słowa: "halucynują"! I to na razie tyle.
Co jakiś czas piszę na blogu, że coś zrobię, ale później, bo teraz mi się nie chce. Robię to z dwóch powodów: po pierwsze, żeby nie zapomnieć, po drugie, żeby czytelnicy mnie poganiali. Dziś kolejny z tego typu tekstów.
Zastanawiam się bowiem jak to jest, że na UG widziałem już sporo dziewczyn, z czego może ze 3 były paszczakami, a średnich było może dwa razy więcej. I to średnich ze wskazaniem na dobre, a nie na słabe. Jak to możliwe, że w tak dużym gronie kobit tak mało jest tych brzydkich, podczas gdy w małej Kruszwicy sporo jest takich, że aż strach patrzeć, a Ola i Marika to tylko wyjątki potwierdzające regułę?
I o tym będzie któraśtam następna notka. Rozbiorę (:D) tę sytuację na czynniki pierwsze! Ale tera mi się nie chce...
No i jestem w Gdańsku. Na razie nie napiszę długiej notki, bo nie mam weny, a i pisać nie ma oczym, bo na razie znam tylko jedną osobę.
skomentuj (0)W notce nie napisałem najważniejszej rzeczy! Mianowicie tego, że bilet na wczorajszy koncert zawdzięczam Mari i Maciejowi za co im serdecznie dziękuję! I tak mi się podobało bardziej niż im, bo jak już wspominałem nagłośnienie zbytnio nie przeszkadzało, a pogo jest spoko. No i mnie nic nie bolało:D
Tagi: coma, maciek, mari, symfonicznie, macgan
skomentuj (2)
No i pojechaliśmy na Comę. Skład jak zwykle fantastyczny. Tym razem Marian, Maciek i ja. Już od początku zapowiadało się niesamowicie, bowiem Mari zapomniała biletu. No jak można jechać na koncert bez biletu? Ale się wróciliśmy. Podczas podróży wymyślałem kolejne niestworzone rzeczy na temat Terminatora (patrz miniopowiadanie), a Mari wyzywała i robiła głupie uwagi, a później jej przechodziło, a później znowu kazała spierdalać i tak wkoło panie Macganie. Okazało się, że jedzenie kanapek jest nienormalne. A już tym bardziej nienormalne jest jedzenie kanapek na stacji benzynowej! Ale to wszystko przez to, że była taka książka o Rafinerii Gdańskiej. Za to normalne jest jedzenie w McDonald's. Ale nienormalne jest na pewno, żeby w tak dużym McDonaldzie i to w stolycy była tylko jedna ubikacja! I to jeszcze męsko-damsko-żeńska! Szukałem ukrytego przejścia do kolejnych, ale nie było. Ale przynajmniej zostałem dokarmiony jak bezdomny. Albo jak małe dziecko:D Później pojechaliśmy pod stadion Narodowy, bo być w Warszawie i nie widzieć stadionu to tak jakby być we wojsku i nie widzieć Kopernika... albo jakoś tak. Było też Anno XCVCZCXVCXV, ale nie chodzi o Annę Walentynowicz, a w ogóle to nie wiadomo o co chodzi, bo nie dało nam było rozkminić, bo jesteśmy debile. No i goła Nike, która też nie wiadomo czemu latała z gołymi cyckami na wierzchu. A jak już pojechaliśmy do Parku Sowińskiego to czekaliśmy ponad godzinę pod sceną, tylko po to, żeby później się wycofać:D A Coma wraz z Orkiestrą Symfoników Gdańskich zagrała: Wolę Istnienia (!), pierwsze wyjście z mroku, ostrość na nieskończoność, Transfuzję, System (x2(, Pasażera, Świadkowie Schyłku Czasu królestwa wiecznych chłopców, Zamęt, Spadam, Leszka Żukowskiego, Sto tysięcy jednakowych miast, Nie ma Joozka, feel the music over, fuck the police (x2), Ekharta (!), turn back to the river, Trujące rośliny(!)popołudnia bezkarnie cytrynowe. Chyba nic nie pominąłem. W każdym bądź razie z ważniejszych nie zagrali Zaprzepaszczonych Sił Wielkiej Armii Świętych Znaków i Zbyszka. Sporo Hipertrofii co mnie bardzo cieszyło. A Wola Istnienia w wersji symfonicznej jest jeszcze bardziej zajebista niż w normalnej. Fajnie wypadł też Pasażer. Koncert był podzielony na dwie części. W pierwszej były lepsze piosenki, ale Maciek narzekał na nagłośnienie. Mnie tam to specjalnie nie przeszkadzało, ale on jednak gra na instrumentach to słuch ma lepszy. A Mari narzekała... a kto ją tam wie. Ona ciągle na coś narzekała. W przerwie był konkurs zorganizowany dla ludzi spośród publiczności. Jedna laska ukradła Rogucowi wodę i powiedziała, że nie chce plakatów, tylko Roguca. Roguc nie wyszedł, a desperacka próba dostania się do niego się nie powiodła. Wystąpił też Tofik. W drugiej części dźwięk był lepszy ale piosenki słabsze, ale i tak było zajebiście. Ponad dwie godziny grania! A później pojechalim do Maca, gdzie znalazł się koleś, który stwierdził, że chce piniondze, bo jest głodny, a tak naprawdę był pijany. W drodze do domu pisałem esemesy do Matyldy Sheisen-Geichen
z Berlina Północnego. Okazało się też, że Rammstein nagrał nową piosenkę: Der Wilkołaken! A w lecie buszował jakiś koleś co mu twarz odpadała, ale ogólnie mówić za dużo nie można było, bo leciała ulubiona płyta Mariki...
Jeszcze pewno napiszę coś jak mie się przypomni.
Tagi: coma, maciek, mari, symfonicznie, macgan
skomentuj (1)
a bo Marian mi rozkazywał i tak mi się głupio skojarzyło:D
Tagi: pejcz marian
skomentuj (1)
Coś o Maćku, Oli i Marii...
z dedykacją dla tej ostatniej.
A o sobie też coś napiszę. A co!
Tagi: coś
skomentuj (1)
Do nowej szkoły, rogówki, pokoju, dziś dołącza nowy telefon. To Nokia 5800. Prezentuje się on jak na zdjęciu. Jestem przeszczęśliwy:D Ok, to tyle idę się nią bawić.
Pisałem, że mam pokój. Oczywiście pełnoprawnym pokojem tego nazwać nie można. Stwierdziłem, więc, że zrobię realcję live z powstawania tego pełnoprawnego. Najsampierw majstry przyszli i podzielili duży pokój ścianką i ja dostałem tę mniejszą część. Później jebli materac i oto mój pokój. Wczoraj wsadzili futrynę. Co będzie się działo dalej? Odwiedzajcie bloga regularnie!
21.09, 18:55 W pokoju mam już oprócz wszystkich szaf o czym wspominałem także nowe łóżko (!) i biurko. Ogólnie więc jest wszystko. Nowy pokój widzieli już opróczstałych domowników obie babcie i wczoraj Maciek, a mi nie pozostaje nic innego jak ZAKONCZYĆ RELACJĘ LIVE. MÓJ POKÓJ JEST JUŻ GOTOWY! DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY ŚLEDZILI RELACJĘ. Pozdrawiam.
19.09, 14:38 No i tera mam już wszystkie szafy w pokoju! Oraz większość swoich własnych rzeczy. Co prawda leżą na razie na podłodze i czekają aż wsadzę je do szafy, ale są jużposortowane na "potrzebne" i "do wywalenia". Tymczasem w reszcie domu trwa sprzątanie. A jutro wezmę i wszystko poodkurzam i będzie można kolegów zaprosić nawet.
19.09, 10:38 O, zapomniałem wczoraj napisać. Pokój wymalowany, drzwi wstawione, gniazdka pozakładane, lampa wisi, listwy podłogowe zamontowane i uwaga, uwaga mam już nie tylko materac, ale i szafę! Jeszcze tylko resztę mebli przenieść i gitara.
18.09, 13:59 Mam już lampę. Jeszcze nie wisi, ale jest już kupiona. Po za tym po raz ósmy mam malowany pokój.
18.09, 11:33 Majstry dzisiaj przyszli od rana. Pomalowali mi drugi raz pokój. Jeszcze chyba raz i gitara. Ja umyłem podłogę w kuchni, bo pełno kurzu w całej chałupie.
17.09, 21:22 Wróciłem do pokoju. Mastry poszli nawet nie wiem kiedy. Lampy wciąż niema. Jest za to jedno nowe gniazdko. Ale za to stare wymontowali. I jeszcze drzwi wystawili znowu. Oby jutro naprawdę skończyli...
17.09, 19:03 Pierwszy raz już pomalowany. Ładnie, ładnie. Oczywiście trzeba jeszcze poprawić. Ale lampy i gniazdek wciąż niema. Za to najważniejsza wiadomość dnia brzmi: majstry przewidują jutro zakończenie prac nad moim pokojem! Jeśli więc w poniedziałek uda się rzeczywiście dostać łóżko to termin otwrcia wtorek-środa jest jak najbardziej realny:D
17.09, 17:53 Mama przyszła, żebym przetłumaczył w jakiej temperaturze wody zrobić klej do tapety - wniosek: kładą tapetę. Ale to nie u mnie, tylko w pokoju obok.
17.09, 14:25 Nie ma mnie w pokoju, więc niewiem jak to wszystko idzie. Mogę jedynie Was poinformować, że wreszcie malują!
16.09, ok 22:00 Wróciłem do domu. Za dużo się nie zmieniło. W kablach prąd, ale gniazdek jeszcze niema. Lampy też nie. Są za to drzwi. W poniedziałek będzie łóżko. Parapetówa (to się odnosi też do pokoju, czy tylko do całego mieszkania?) Wtorek? Środa? Hmmm?
16.09, 17:21 O, majster zakleja już dziury, w których są już kable.
16.09, 16:25 HA! Mam już kabel wystający z dziurki z sufitu - to będzie lampa. Po za tym mam kupiła klamkę, a ja wybrałem kolor pokoju. Niech bydzie zielony.
16.09, 16:16 Drobne problemy przy wierceniu w suficie. Po za tym mam już większość dziur do kabli
16.09, 16:02 Majster wierci.
16.09, 14:44 Majster rysuje jakieś kryski na ścianie.
16.09, 14:30 Przyjechała mama. Ma rzeczy potrzebne do montowania elektryki.
16.09, 14:28 Majster się przebrał i obczaja pokój.
16.09, 14:25 Majster przyszedł.
15.09, ok. 18:20 Majstry poszli do domu. Jutro przyjdą zakładać elektrykę.
15.09, 18:13 A teraz ten pierwszy cośtam szpachluje znowu na trzeciej ścianie.
15.09, 18:12 I druga cała wybielona. Chyba po to, żeby można było malować na nich.
15.09, 18:07 Jedna ściana skończona. Pora na drugą!
15.09, 18:04 Drugi majster wlazł na drabinę i szpachluje coś na ścianie.
15.09, 17:53 Pryszedł drugi majster i umył podłogę.
15.09, 17:50 Pryszła mama zobaczyć co majster robi. Kawałki tapety w pokoju obok leżą, żeby schły. Mama pójdzie zobaczyć co mamy w piwnicy.
15.09, 17:41 O, wrócił. Ma jakiś pędzelek.
15.09, 17:41 Majster poszedł. Pewnie po głaź, czy co tam on kładzie.
15.09, 17:40 Majster przechodzi na drugą stronę futryny.
15.09, 17:39 Majster wzdycha. A w głośnikach "Ich will"!
15.09, 17:37 Jeśli chcecie coś wiedzieć o moim przyszłym pokoju piszcie w komentarzach. Odpowiem w relacji LIVE.
15.09, 17:35 Majster wrócił. Nadal kładzie gładź przy futrynie.
15.09, 17:34 Przypomnałem sobie, że relacje LIVE robi się tak, że to u góry są świeższe wydarzenia. Zmieniam więc układ.
15.09, 17:33 Stwierdzam, że kładzie gładź. Albo coś takiego. A teraz gdzieś poszedł.
15.09, 17:29 Majster cośtam robi.
Tagi: pokój, relacja live
skomentuj (0)
Stwierdziłem, że będę tutaj czasami pisał też miniopowiadania inspirowane życiem codziennym. Oto próbka moich możliwości:
Inowrocław. Ok godziny 15:00. Wokół można spotkać młodzież powracającą ze szkół. Nikt nie przypuszczał, że za chwilę rozegra się tutaj najstraszliwsza walka jaką tylko znał świat.
-HA! Jestem złym Terimnatorem! Przybyłem tu właśnie z Torunia by Cię zniszczyć! Jestem apgrejdowany, bo zdarłem sobie całą skórę z ręki i włożyłem śrubokręt! I jak tak kręciłem to mi się palce zginały. A w drugą stronę się prostowały! Po za tym wessałem oprogramowanie iPhone'a 3G, Noki, w której nie da się zmienić obudowy i z 5800, która ma simlocka! - powiedział zły Terminator typu MAC-13J. Mimo tego, że miał na głowie co drugi siwy włos, albo nawet co ósmy wyglądał naprawdę groźnie.
-Cześć debilu - odpowiedziała spokojnie Mari, wojownicza siksa ninja. Ilekroć drogi tych dwojga się krzyżowały zawsze witałą go tymi samymi słowami. Za chwilę rozbętało się piekło.
-i co się patrzysz pedale? - zaczęła Mari.
-bo mnie wkurwiasz!
-a ty masz brzydkie oczy!
-a ty masz jakiś metal na twarzy!
-nie tylko Ty się apgrejdowałeś - odpowiedziała z chichotem Mari. -Mam teraz metalową płytkę w głowie. Dzięki niej odbieram telewizję. Obejrzałam wszystkie filmy z Brucem Lee, a ostatnio leciała też "Pierwsza miłość" i Paweł grał na gitarze, na V flyingu, a Majka to wszystko oglądała w telewizji i publiczność zaczęła gwizdać.
-spierdalaj! - przerwał monolog Terminator. Atak ten polecił mu kolega. W jego przypadku to zawsze działało.
-Mam jeszcze astygmatyzm jak 90% ludzi na świecie, ale widzę lepiej, bo mam nowe buty!
-No to zobaczymy wieczorem!
C.D.N...
A w kolejnym odcinku jeszcze więcej wulgaryzmów, przybysze z przyszłości, dinozaury, kosmici i wiele więcej! A wszystko to okraszone absurdem i właściwie bez sensu.
Wszelkie podobieństwo do jakichkolwiek prawdziwych zdarzeń, czy osób oczywiście przypadkowe.
Tagi: opowiadanie, wtf
skomentuj (0)
Takie coś piłem wczoraj:
polecam!
A taką gitarę miał gitarzysta Kiss:
A tutaj reklama mojego bloga w meczu Juventus-Lech:
Dzisiaj widziałem reklamę Fastum. I stwierdziłem, że tam chyba śpiewają Fastfood, fastfood. A teraz wyobraźcie sobie ból krzyża i wcieraną pizzę, zapiekankę, hot doga... Nie śmieszne?
skomentuj (0)
Jestem użytkownikiem Noki. Nie twierdzę oczywiście, że to najlepsza firma produkująca telefony, a kto używa Szajsunga, czy srajfona jest gupi, ale od mojej pierwszej komórki używam Noki (poza jednym wyjątkiem) i jestem z nich zadowolony. Co za tym idzie często czytam newsy dotyczące tego producenta. Jak zapewne wiecie wczoraj i przedwczoraj miała miejsce konferencja Nokia World. I o tym będzie notka.
Jestem rozczarowany. Konferencja Nokia World trwa 2 dni i jest organizowana raz do roku. Powinno być, więc na niej zaprezentowane coś naprawdę dużego. Niestety nie było. Zostały nam przedstawione telefony C6-01, C7, C3-01 i największy hit konferencji: E7. Ok, telefony nie są złe. Powiem więcej - to bardzo dobre telefony, ALE nie wnoszą niestety nic nowego. No ok, wnoszą. E7 wyposażony jest w wyświetlacz, dzięki któremu ma bardzo jaskrawe kolory, lepiej się prezentuje w słońcu niż poprzednie modele Noki, a i zapewnia głębszą czerń. Prezentuje się nawet lepiej niż ekran iPhona, który ponoć był do tej pory niedoścignionym wzorcem. Oczywiście jeśli mowa o kolorach, bo iPhone ma większą rozdzielczość. Co po za fantastycznym ekranikiem oferuje E7? Wszystko to samo co N8 + klawiaturka QWERTY, ale minus 4 piksele w aparacie. Modele Cseries oferują Symbiana^3 i generalnie są nieco słabszymi wersjami zarówno N8 jak i E7 kształtem nawiązujące do innych modeli z literką C. Po za C3-01. Ten to z kolei X3-02 przeniesiony do serii C. I co? To wszystko co zaprezentowała nam Nokia na tegorocznej imprezie. To dość dziwne, bowiem wspomnianą przeze mnie N8 zapowiedziano wcześniej bez żadnej specjalnej okazji. A wnosi ona bardzo dużo nowości jeśli chodzi o Nokię: lepsze wykonanie (aluminium + hartowane szkło), HDMI, OTG pozwalające podłączać inne urządzenia, 12 MPx. To właśnie zmiany tego kalibru powinny być prezentowane na największym święcie producenta, który często rezygnuje z międzynarodowych targów elektroniki, byleby pokazać to co najlepsze w te dwa dni. To więcej wnosi także już wspomniany przeze mnie X3-02. Jest bowiem pierwszym telefonem z ekranem dotykowym i tradycyjną klawiaturą. Niestety zaprezentowano tylko klona i radocha. Oczekiwania były tym większe, bo w zeszły roku Nokia pokazała:
najbardziej zaawansowane urządzenie w swojej ofercie - N900,
wersję mini najbardziej zaawansowanego modelu do tej pory - Noki N97,
dwa pierwsze modele Xseries, (w tym X6 będący pierwszym smartfonem z ekranem pojemnościowym),
oraz
zaskoczyła wszystkich prezentując swojego minilaptopa.
Porównywać te dwa wydarzenia to jak porównać FC Barcelonę do Gopła Kruszwica. Czego zatem oczekiwałem od londyńskich (bo właśnie tam się odbywały) Nokia World? Przede wszystkim pokazania nowego modelu z systemem Meego - czyli następcy Maemo 5. Nieoficjalnie ma to być N9. Co prawda plotki mówiły, że Nokia nie da rady, ale sądziłem, że to tylko zasłona dymna, by nas bardziej zaskoczyć. A skoro o plotkach mowa to inne twierdziły także, że zaprezentowany zostanie następca 5800, o wielce zaskakującej nazwie 5900, czyli coś pomiędzy poprzednikiem, a X6. Co prawda teoretycznie powinna też mieć literkę X w nazwie, ale niedawno został zaprezentowany kolejny muzyczny model wciąż używający nomenklatury czterocyfrowej. Jeszcze więcej plotek dotyczyło X10, przemianowego później na X7. Miałoby to być X6 uzupełnione o gniazdo kart pamięci, qwerty, prawdopodobnie nowego Symbiana i chyba nieco szybszy procesor. Tego także nie zaprezentowano. Tak jak i pierwszego model Sseries. Na ten temat co prawda nie można było wcześniej znaleźć żadnych domniemanych przecieków, ale sądziłem, że tak jak rok wcześniej zapoczątkowano iksy, tak teraz zobaczymy serię S. A skoro nie było wcześniej plotek to Nokia zaskoczyłaby wszystkich tak jak w 2009 roku zaskoczyła wszystkich tym, że tablet N900 dostał jednak moduł GSM i stał się telefonem, czy informacją o wejściu na rynek laptopów. I właśnie z tymi ostatnimi wiązała się moja również ostatnia nadzieja. Miałem nadzieję, że producent pokaże co najmniej dwa nowe modele, w tym jeden bardziej zaawansowany w bardziej rozsądnych cenach. Jeśli chcą rzeczywiście w tym segmencie zaistnieć powinni prezentować produkty trochę częściej niż raz na rok. Tak więc na tle tych uzasadnianych i chyba nie całkiem wyssanych z palca oczekiwań Nokia World 2010 z nowym ekranikiem wypada blado nawet przy najbardziej jaskrawych kolorach.
Tagi: world, nokia, x6, 5800, c7, e7, n8, x3-02, c8, x7
skomentuj (0)
Zbanowali mnie na blipie (Bardzo Lubię Informować
Przyjaciół). Po raz drugi. Tym razem przez homoseksualistów. Rzuciła się na mnie cała
wataha (na szczęście nie w sensie dosłownym) na mnie i chcieli mnie ukrzyżować za to,
że powiedziałem, że homoseksualizm jest nienormalny. A przecież wysunąłem
merytoryczne argumenty. Po pierwsze uważam, iż to nienormalne, bo większość ludzi jest
jednak hetero. I to zdecydowana większość. Po drugie zaś to nienaturalne. Co do
tego drugiego otrzymałem merytoryczny kontrargument. I właściwie rozmowa
była kulturalna dopóki ta banda nie zaczęła mnie wyzywać. Po mojej stronie
nie stanął nikt w publicznej dyskusji. No to teraz nie będzie dyskusji, tylko
zaprezentuję państwu dlaczego uważam, że homoseksualizm jest podobny do
pedofilii, czy zamiłowania do rzygania i srania na siebie.
Chciałem tu wkleić fachowe (z Wikipedii) definicje i wskazać
co mają wspólnego wymienione przeze mnie czynności, ale jestem tak zajebisty,
że potrafię to przedstawić swoimi słowami. Otóż jak dla mnie nietypowe
(czyli po prostu nienormalne) zachowanie seksualne musi spełniać trzy
warunki:
1.Być stosowane przez zdecydowaną mniejszość populacji
ludzkiej,
2.Musi służyć celowi innemu niż prokreacja.
3.Być społecznie nieakceptowane - chociaż tutaj można
dyskutować.
Tagi: homoseksualizm, pedofilia
skomentuj (3)
2010/03/17
Była sobie dziewczyna to kolejny film nominowany do najważniejszego z Oscarów.
Nuda
panie, dłużyzna, aż mi się chce wyjść z kina tak przed laty polskie
kino opisywał jeden z bohaterów Rejsu. Jak się okazuje to nie tylko
przypadłość naszej kinematografii, bo An Education jest produkcji
brytyjskiej. Przytoczone jednak na początku zdanie pasuje do opisu
fabuły jak ulał. Oglądamy bowiem wołające o pomstę do nieba urywki z
życia Jenny i zastanawiamy się do czego to prowadzi i dlaczego powinno
nas to interesować. Film nie jest biografią, więc żeby nas oglądane
wydarzenia zaciekawiły musiałaby ta fikcyjna postać zrobić coś, żeby
zaskarbić sobie naszą sympatię. Nie udaje się to i kolejne sceny
skutkują tylko uczuciem znudzenia i ziewaniem. I to mimo tego, że
obserwujemy ważne dla bohaterki wydarzenia jak utrata dziewictwa, czy
oświadczyny. Cóż jednak z tego skoro sceny te są na żenującym poziomie.
Oto bowiem bohater, który jest podobno dojrzałym mężczyzną postanawia
rozdziewiczyć dziewczynę& bananem. Zabawne? Być może dla dzieci tak.
Ale zaraz, czy utrata cnoty to coś czym powinny się interesować dzieci?
Komuś chyba coś się poprzestawiało. Natomiast scena oświadczenia się
jest chyba najgorszą sceną z prośbą o rękę w historii kina.
Niestety
poza głównym wątkiem, czyli romansem 17latki i chyba lekko
niedorozwiniętego Davida nie znajdziemy żadnych pobocznych historii,
które czymś mogłyby nas zainteresować. Akcja rozgrywa się w dawnej
Anglii. Kiedy dokładnie byłoby ciężko stwierdzić gdyby nie napis na
początku, bo absolutnie nie czuć żadnego klimatu lat 60tych. Owszem
jeżdżą stare samochody, ale gdzie jakiekolwiek odniesienia do ówczesnych
wydarzeń, czy coś co sprawiałoby, że na pierwszy rzut oka
pomyślelibyśmy, że to właśnie ten okres czasu. Zagadką pozostaje też
odpowiedź na pytanie dlaczego akurat właśnie w tych realiach czasowych
osadzony jest ten film. Historia taka zdarzyć mogłaby się równie dobrze
dzisiaj, w 1410, czy w postapokaliptycznej scenerii.
Przysłowiowym
gwoździem do trumny jest tutaj zakończenie, które jest tak niepoprawnym
happy endem, że aż boli. Jednocześnie z chwilą ostatniej sceny film
traci jakiekolwiek umoralniające aspekty stając się tylko zwykłym
filmem. Nudnym i bez żadnego morału. Zastanawiam się skąd nominacja do
Oscara za najlepszy scenariusz. Być może odpowiedzią na to pytanie jest
fakt, że Akademia widziała scenariusz w pierwotnej wersji, a twórcy
później zdecydowali okroić się go do tego co widzieliśmy na ekranie.
Tylko dlaczego wybrali najsłabsze sceny?
Równie zasadne wydaje
się pytanie skąd nominacja dla najlepszej aktorki. Carey Mulligan
zagrała bowiem w miarę poprawnie, ale dość płytko, bez większego wyrazu.
Zastanawiałem się dlaczego Jenny tak od razu zgodziła się na ślub z
facetem, którego wcale nie znała. Dlaczego zdecydowała się zostawić
szkołę, czy wybrać Davida, a nie młodszego od niego Grahama? Tymczasem
główna bohaterka jakoś nie wykazywała tych wątpliwości. To dość
absurdalne, by widz musiał się zastanawiać co zrobić zamiast głównej
bohaterki. Tym bardziej, że bohaterka ta nas w ogóle nie interesuje, o
czym wspomniałem wcześniej. I tutaj również zasługa Mulligan, która nie
potrafiła przekonać mnie do siebie absolutnie niczym. Być może
odpowiedzią na zadane pytania jest fakt, że została oczarowana przez
Davida. Tyle, że również tego oczarowania nie widać w jej oczach,
gestach, głosie, czymkolwiek. Wyszła po prostu na głupią dziewczynkę, co
kłóci się z jej inteligencją ukazaną w innych scenach czyniąc wizerunek
głównej bohaterki niespójnym.
Po za tym czym Peter Sarsgaard,
czyli filmowy David miałby oczarować Jenny? Chyba jedynie tym, że jest
starszy, ale czy to taka wielka zaleta? Najdziwniejsze jest to, że jego
urokowi ulegali też rodzice tytułowej bohaterki. Wygląda więc na to, że
oczarowani nim byli wszyscy oprócz mnie, a chyba w filmach chodzi o to,
by to widz był zadowolony. Cały czas czekałem, aż Sarsgaard wyciągnie
jakiegoś asa z rękawa i pokaże dlaczego ludzie tak szybko mu ulegają.
Nie doczekałem się. Może przez to, że nie zrozumiałem żartu z bananem.
Najlepiej
z aktorów wypada więc Alfred Molina, grający stukniętego ojca Jenny.
Lepiej jednak wypadłby, gdyby film był komedią, bo chwilami prezentuje
się wręcz komicznie.
Do całej tej mizerii dostosowuje się również
muzyka, o której za wiele nie mogę napisać. Była tak mało interesująca i
kompletnie nie wpadająca w ucho, że zapomniałem o niej tuż po filmie.
Albo jeszcze wcześniej.
Była sobie dziewczyna nie jest
najgorszym filmem jaki kiedykolwiek widziałem. Udało mi się bowiem
dotrwać do końca za pierwszym razem bez zasypiania. Aktorzy co prawda są
nijacy, ale przynajmniej nie sztuczni. Praca kamery to element, który
można by nawet pochwalić, natomiast muzyka mimo, że za ciekawa nie jest
to przynajmniej nie przeszkadza. Filmu jednak nie polecam, bo jest wiele
ciekawszych rzeczy do roboty niż wpatrywanie się bezmyślnie w to
dzieło.
Tagi: film, archiwum, oscar, była sobie dziewczyna
skomentuj (0)