Dziś byłem w kinie na „Synu Szawła”. Temat obozu w Auschwitz wydawał mi się interesujący, ponadto jak wiecie, co roku staram się obejrzeć jak najwięcej filmów nominowanych do Oscara. A tenże wygrał w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”.

W oficjalnym opisie czytamy, że tytułowy bohater (w sensie Szaweł, nie jego syn) chce za wszelką cenę pochować swojego syna. W tym celu postanawia latać po całym obozie, włazić do pomieszczeń, do których nie powinien, odmawiać roboty i generalnie zachowywać się jak skończony kretyn. Miałem wrażenie, że oglądam „Jak rozpętałem II Wojnę Światową”, gdzie Frankowi Dolasowi wszystko uchodziło na sucho. Niby film jest oparty w jakimś stopniu na prawdziwej historii, ale z tego co wiem to Niemcy byli źli i potrafi zabić człowieka za najmniejsze głupstwo. A ten tu odpierdala takie rzeczy i nic mu się nie dzieje. No bez jaj.

Ryj Szawła

Pół biedy gdyby bohater był sympatyczny. Albo chociaż nas obchodził. Ale on jest takim durnym cepem, że ni chuja nie można go lubić. Trzymałem kciuki, żeby i on wreszcie wylądował w piecu.

W tej sytuacji najciekawszym bohaterem okazuje się być Kapo z Polski – Mietek. Wspomnę tylko kilka jego najlepszych kwestii: „kurwa!”, „kurwa!”, „skąd ten dym kurwa?!”, „kurwa!”.

Zaznaczyć też trzeba, że przez jakieś 99% filmu ryj głównego bohatera zasłania nam wydarzenia. A musicie wiedzieć, że ciekawszym doznaniem jest oglądanie zgniłego ziemniaka niż ryja Szawła. Nie wiem ile wyniósł budżet filmu, ale na oko maksymalnie 3 dolary. Zwyczajnie nie starczyło kasy na rekwizyty, więc oglądamy ryj…

Ryj Szawła po raz drugi

Zachodzę też w głowę jak można było wpaść na pomysł nakręcenia filmu w proporcjach 4:3. W pieprzonym XXI wieku! W każdym domu stoją co najmniej 2 telewizory o proporcjach 16:9, a w kinie ekran jest jeszcze bardziej panoramiczny. Nie po to płacę swoje ciężko zarobione pieniądze, żeby oglądać film na 1/3 ekranu kinowego!

Podsumowując: poszedłem do kina na film. Dostałem ryj łajzowatego Węgra wciśnięty między dwa czarne kwadraty…

W kwietniu robiłem swoją listę seriali. Od tego czasu wiele się pozmieniało, więc postanowiłem ją zaktualizować. Tak jak poprzednio zaprezentuję ranking oglądanych seriali oraz najbardziej oczekiwane.

Jessica Jones nago. Niestety w serialu miała ubranie

Kolejno: miejsce w rankingu, miejsce w poprzednim notowaniu, tytuł, krótki opis.

1. (NOWOŚĆ!) Jessica Jones – zdecydowanie najlepszy serial, jaki oglądam, a właściwie już skończyłem. Kapitalne aktorstwo, wciągająca fabuła, znakomity czarny charakter. Nie jest to może poziom „Daredevila”, ale dużo mu nie ustępuje.
2. (N) Ash vs. Martwe Zło – jeśli jesteście fanami trylogii Sama Raimiego musicie sięgnąć po ten serial! Tutaj horror przeplata się z komedią w umiejętny i wyważony sposób. Dostajemy też znakomite efekty – zwłaszcza jeden z demonów wyglądał naprawdę wyśmienicie.
3. (6) Hannibal – serial co prawda już dokonał swojego żywota, ale w poprzednim zestawieniu pisałem o dwóch pierwszych sezonach. Dziś podsumowuję trzeci. Początek znakomity – najlepsze co przydarzyło się telewizji od czasów Twin Peaks. Później było już „tylko” dobrze. Końcówka niesatysfakcjonująca.
4. (N) Muppety – Muppety powracają w wielkim stylu. Dostajemy tu dojrzały humor, hollywoodzkie gwiazdy i znakomitą muzykę. Warto!
5. (8) Gotham – drugi sezon jest o niebo lepszy niż poprzedni. Wreszcie mamy wyraziste główne wątki, które przewijają się w każdym odcinku, a nie, jak to miało miejsce w pierwszym sezonie, kiedy przypomną sobie o nim twórcy. Zniknęła też najbardziej irytująca postać – Fish Mooney. Najlepszy telewizyjny serial oparty na komiksach.

Laska z „Ash vs. Evil dead”

6. (4) Od zmierzchu do Świtu – drugi sezon trzyma poziom pierwszego, a niższa pozycja wynika po prostu z większej konkurencji. Jest jednak jeden poważny plus drugiego sezonu, o którym koniecznie trzeba wspomnieć – Danny Trejo!
7. (3) Agenci SHIELD – właśnie trwający trzeci sezon jest pełen niepotrzebnych zapychaczy i wątków, które już widzieliśmy. Wyraźny spadek formy.
8. (7) Ultimate Spider-man – wciąż serial głównie dla dzieci, ale ogląda się nie najgorzej.
8. (9) The Walking Dead – od ostatniego wpisu obejrzałem 2,5 sezonu i jestem na bieżąco. Są odcinki lepsze i gorsze, ale wybitny to ten serial nie jest. Najbardziej irytujące jest to, że piątka najważniejszych bohaterów jest nieśmiertelna choćby nie wiem co. A Rick wciąż jest najbardziej wkurzającą postacią serialową. Najlepsze odcinki są bez niego. Niestety niewiele ich. Półfinał sezonu szóstego słabiutki.
9. (N) Fear the Walking Dead – serial dziejący się w tym samym świecie co The Walking Dead. Nic nowego nie wnosi. Bohaterowie są niemal tak nieciekawi jak Rick, tyle, że jest ich więcej.
10. (10) Star Wars Rebels – końcówka pierwszego sezonu pozwalała wierzyć, że w drugim wreszcie dostaniemy dojrzalsze odcinki. Nie dostaliśmy.

Z zestawienia wypadły: Daredevil, Gra o tron i Agent Carter (przerwa między sezonami) oraz Czarodziejka z Księżyca i Hannibal (koniec seriali).

Laura Palmer sprzed ćwierć wieku

Najbardziej oczekiwane:
1. (1) Twin Peaks – tu się nic nie zmienia. Jaram się i Wy też powinniście.
2. (2) Z Archiwum X – jak wyżej.
3. (3) The House That Jack Built – bo Von Trier i seryjni mordercy. Czyli tak jak ostatnio.
4. (4) Defenders – bo będzie Daredevil! I Jessica Jones!
5. (5) Iron Fist – bo serial od Netflixa, serwisu, który dał nam znakomitego Daredevila i świetną Jessicę Jones.
6. (6) Luke Cage – jak wyżej. Ponadto Cage pojawił się już w JJ i uważam, że wybór aktora jest bardzo trafny.
7. (N) Legion – słyszeliście, że w świecie X-Men też będą seriale? Jeśli nie to Was informuję. Legion będzie jednym z nich.
8. (N) Hellfire – a drugim będzie Hellfire. Również pozycja obowiązkowa.

Agentka Dana Scully

9. (N) Damien – oglądam już seriale o zombie, wampirach i demonach. Pora na serial o szatanie.
10. (8) Niezniszczalni – o ile powstaną, bo od kwietnia nic nowego na ten temat nie czytałem.
11. (11) Most Wanted – czyli spin-off Agentów Tarczy, w których główną rolę odgrywać będą Bobbi i Hunter.
12. (12) Damage Control – Pierwszy marvelowski serial komediowy.
13. (N) niezatytułowany serial Marvela – jeszcze jeden serial Marvela jest w przygotowaniu i na niego również czekam.
14. (N) Prison Break – oglądałem kiedyś pierwszy serial. Z sezonu na sezon coraz grzej, więc jakoś się nie jaram.
15. (N) McGyver – będzie nowa wersja, wiecie? Pewnie nic nadzwyczajnego, ale rzucę okiem.
16. (N) Star Trek – nowy serial. Jako wielbiciel fantastyki muszę się z tym zapoznać.
17. (N) Rambo – początkowo ogłoszono, że w serialu pojawi się sam Stallone, ale później to zdementowano. Bez niego to nie to samo stąd niska pozycja.

Na dzisiaj to wszystko. Kolejne zestawienie pojawi się gdy zacznę oglądać nowe seriale, a poziom któregoś z wymienionych wyraźnie spadnie lub się podniesie.

Tradycyjnie, jak co roku, dodaję listę najbardziej oczekiwanych filmów roku kolejnego. Jak zwykle o czymś zapomniałem (w tym roku m. in. animacje od DC, Creed, Minionki). Jak zwykle jest misz-masz, bo i filmy kinowe i bezpośrednio na DVD, część według premier polskich, część amerykańskich. Kolejność, od najbardziej wyczekiwanego filmu do najmniej:

1. Clerks 3
2. Deadpool
3. Kapitan Ameryka: Civil War
4. Star Wars: Rogue One
5. Wołyń
6. Dr. Strange
7. X-Men: Apocalypse
8. Batman: Killing Joke [DVD]
9. Batman: Bad Blood [DVD]
10. Suicide Squad
11. Godzilla
12. Zjawa
13. Justice League vs. Titans [DVD]
14. Duma i uprzedzenie i zombie
15. Joy
16. Dziewczyna z portretu
17. Angry Birds
18. Gambit
19. Gdzie jest Dory?
20. Batman 1966 (Animated Movie) [DVD]
21. BvS: Justice Dawn
22. Ben-Hur
23. Kung Fu Panda 3
24. Warcraft
25. Królewna śnieżka i łowca 2
26. Nowy Bourne
27. Alicja po drugiej stronie lustra
28. Wojownicze żółwie 2
29. Dzień niepodległości 2
30. Star Trek 3

A Wy na co czekacie najbardziej?

Najnowsze Gwiezdne wojny zarabiają pieniądze. I to pieniądze ogromne. A ile? Tego dowiecie się właśnie z tej notki. Te same informacje możecie znaleźć w każdym serwisie o filmach, ale żeby sobie nabić liczbę notek i oglądalność i tak napiszę.

A zatem wszystko zaczęło się z czwartku na piątek. W czasie północnych pokazów w USA film przyniósł wpływy w wysokości 57 milionów pokonując ostatniego „Harry’ego Pottera”, który zdobył na takich pokazach 43,5 miliona. Jak łatwo zatem widać „Przebudzenie Mocy” było pierwszym filmem, który przekroczył na tych pokazach 50 milionów dolarów, a poprzedni wynik został pobity o nieco ponad 31%. Osiągnięcie to jest tym bardziej niesamowite, że do tej pory rekordy były bite w tzw. sezonie letnim czyli między majem, a sierpniem!

Potem była reszta piątku. I tu dopiero „Przebudzenie Mocy” rozjebało system zarabiając 119 milionów. Z kilku powodów.
1. Jeśli wierzyć obliczeniom największego serwisu zajmującego się wpływami z biletów, jest to największy wynik także uwzględniając INFLACJĘ! Nie jest bowiem wielkim problemem pobijać kolejne rekordy gdy ceny biletów są co raz wyższe. Ale biorąc pod uwagę inflację… WOW!
2. Jak już wspominałem rekordy otwarcia to się bije w lecie. W grudniu rekordowym wynikiem jednego dnia było… 37 milionów (pierwszy Hobbit). Czaicie to? Wynik pobity ponad trzykrotnie!
3. Mało tego! Rekord weekendu w grudniu wynosił 84 miliony (też Hobbit). A zatem już w jeden dzień „Przebudzenie Mocy” pobiło rekord całego, 3-dniowego weekendu!
4. Przeszło też do historii jako pierwszy film z setką milionów w jeden dzień, bijąc w ten sposób rekord „naszybszej setki”.

Później była sobota. Tutaj rekord nie padł, ale tragedii z tego powodu nie było. W historii w sobotę więcej zarobił tylko Jurassic World oraz Avengers.

A potem była niedziela. I wszystko wróciło do normy, czyli do rozpierdalania rekordów. Niedziela po raz kolejny okazała się rekordowa także po uwzględnieniu inflacji, a film stał się pierwszą produkcją w historii, która w ten dzień zarobiła więcej niż 60 milionów – dokładnie $60,553,189.

Wszystko razem dało rekordowy wynik weekendu $247,966,675!!! Prawie ćwierć miliarda! Poprzednim rekordzistą był ponownie Jurassic World, a wynik jego to $208,806,270. Wynik zatem poprawiony o 18%, nieźle! Oczywiście wpływy te są rekordowe uwzględniając także inflację. Ważna jest też jeszcze jedna rzecz. Średnia na kino. Zgadnijcie co? Również rekordowa! $59,982 – tyle średnio zarobiło każde kino w USA. Oczywiście rekord ten dotyczy tylko tzw. szerokiej dystrybucji, czyli filmów wyświetlanych w co najmniej 600 kinach. Biorąc pod uwagę wszystkie weekendy wszystkich filmów to rekordzistą pod tym względem jest Król Lew. Ale on wówczas był wyświetlany tylko w dwóch kinach! Ogółem wszystkie filmy, które są w tej klasyfikacji wyżej niż Star Wars były wyświetlane w max… 18! Warto dodać, że średnia na kino po raz pierwszy w historii była wyższa niż 50 tysięcy. A i do 60.000 dużo nie brakowało.

Wszystkie te liczby dotyczą tylko jednego kraju – USA. Dodając do tego wpływy z reszty krajów okazuje się, że Force Awakens również pobiło rekord najlepszego weekendu! W pierwsze trzy dni zarobiło bowiem w sumie na całym globie 529 milionów. Jest to kolejne wielkie wydarzenie, bo udało się tego dokonać bez udziału Chin. A poprzedni rekordzista – znów Jurassic World – zarobił tam w pierwszy weekend prawie 100 milionów! Warto tutaj nadmienić, że przewidywane wpływy z całego świata początkowo wynosiły 517 milionów, co nie wystarczyło by pobić dinozaury. Ten film zarabia zatem więcej niż ktokolwiek się tego spodziewa! Dodać też należy, że tylko Jurassic World i najnowsza część Star Wars zarobiły w pierwszy weekend na całym świecie ponad pół miliarda. Jest też w tym duża zasługa Polski, w której to Przebudzenie Mocy pobiło rekord zarówno w złotówkach jak i dolarach. Frekwencyjnie zajęło jednak trzecie miejsce – po Greyu w walentynkowy weekend tego roku i po Shreku Trzecim – kiedyś tam.

A po weekendzie był poniedziałek. I znów niesamowity rekord! $40,109,742. Poprzedni najlepszy poniedziałek miał Spider-man 2 (nie Amazing) – $27,661,137. Wynik zatem lepszy o niemal połowę, przy czym Spider-man był wówczas wyświetlany we większej liczbie kin. Przypomnę jeszcze o okresie letnim. Na liście 10 najlepszych poniedziałków mamy wszystkie dni pomiędzy majem, a lipcem. Na 11 miejscu Avatar, a dalej 7 kolejnych miejsc między majem, a lipcem. Taką siłę ma lato! Ale przebudzenie Mocy ma siłę jeszcze większą! Warti tutaj dodać, że rekord miał już 11 lat, więc tym bardziej brawa.

Wtorek. Kolejny rekord padł! 37 milionów! Tym razem rekordzistą był pierwszy The Amazing Spider-Man. Przebudzenie Mocy ma więc już na rozkładzie Pottera, Jurassic World, Spider-Mana 2 i The Amazing Spider-Mana.

Już dziś Force Awakens jest na 6. miejscu największych hitów tego roku. W ciągu pięciu dni zarobił też więcej niż epizod drugi, piąty oraz szósty (nie uwzględniając inflacji). Według Box Office Mojo Przebudzenie Mocy dzierży też już 23 rekordy. Na drugim miejscu jest Jurassic World – 15, Avatar – 9.

Film bije też rekordy w moim Winampie. Muzyka z The Foce Awakens była przez mnie słuchana już 461 razy. Album ten zajmuje pierwsze miejsce na mojej liście dotyczącej ostatnich 7/30/90/180/365 dni. Ogółem zaś jest już na 13. miejscu i jest najchetniej słuchanym albumem spośród siedmiu albumów muzycznych Star Wars. I wciąż mi się nie znudził!

Kontynuujemy cykl wpisów przebudzeniowomocowych (poprzedni TUTAJ i TUTAJ). Tym razem chcę odnieść się do zarzutów o brak klimatu Gwiezdnych wojen. Ludzie! Czy Wy macie godność i rozum człowieka? W 2015 roku oczekiwaliście klimatu filmów z 1977, 1980, 1983? To jest NIEMOŻLIWE! Chcecie wiedzieć dlaczego? Już Wam punktuję:

1. Inaczej się ogląda filmy, które są czymś nowym. W 1977 świat dostał ciekawą opowieść z odległej galaktyki, która była kontynuowana w dwóch kolejnych filmach. Dziś mamy SIÓDMĄ część. Siódmą. Jak na Moc chcecie, żeby odczucia przy siódmej części były takie same jak przy pierwszych trzech? No nie da się. Obejrzyjcie sobie „Szybkich i Wściekłych”, „Bonda”, czy „Godzillę”. I co? Taki sam klimat przy pierwszych częściach jak przy siódmej? Oczywiście, że nie!

2. Jesteście starsi. Nie ważne czy Oryginalną Trylogię widzieliście mając lat 5, 15 czy 50. Od pierwszego obejrzenia minęło zapewne co najmniej kilka lat. Teraz Wasz mózg inaczej funkcjonuje, inaczej podchodzicie do pewnych spraw. Nie ma absolutnie żadnej możliwości, żeby czuć się tak samo będąc dzieckiem i dorosłym czy będąc dorosłym i starcem.

3. Dziś filmy inaczej wyglądają niż 30 lat temu. Kiedy Gwiezdne wojny wchodziły do kin nie było jeszcze tak rozwiniętych efektów specjalnych, a filmy dziejące się w kosmosie były rzadkością. Mimo dodanych kilku efektów Oryginalna Trylogia nigdy nie będzie wyglądać jak nowe filmy choćby nawet je specjalnie postarzać. Tak jak pisałem w recenzji, obraz wydawał się być jakby mniej czysty niż w prequelach, ale mimo wszystko pod względem technicznym nowy film wygląda lepiej niż stary. I jest to oczywistość. Ponadto sporo scen jest kręconych pod 3D i będzie to widać nawet w wersji 2D. W latach 1977-83 o tym nie myślano. Dodatkowo fakt, że dziś co tydzień mamy w kinach premierę filmu przeładowanego efektami sprawia, że na tę część patrzy się zupełnie inaczej.

4. Świat się zmienił. To oczywiste. Kiedyś pod kinami ustawiały się gigantyczne kolejki, dziś bilety kupuje się przez neta. Kiedyś nie było jednoczesnej premiery na całym świecie, a także trudniej było naciąć się na jakiś spoiler. Dziś niemożliwe jest odtworzenie atmosfery lat 1977-83. Mimo lat wciąż jednak mamy szał na Gwiezdne wojny. Po prostu inaczej go przeżywamy.

5. Aktorzy się postarzeli. Miło było ponownie zobaczyć Luke’a, Hana i Leię, ale oni są już starzy. Brakuje im młodzieńczego uroku ienergii. Całkiem słusznie stwierdzono zatem, że głównymi bohaterami będą ludzie młodsi. Daisy Ridley i John Boyega nie są jednak Harrisonem Fordem, Markiem Hamillem i Carrie Fisher. I nigdy nimi nie będą. Oni tworzą własną historię. Własny klimat.

Mam nadzieję, że dość klarownie uświadomiłem Wam dlaczego nie jest możliwe odtworzenie klimatów OT. Jeśli tego nie zrozumieliście to albo jesteście dzieciakami, albo ludźmi niesłychanie naiwnymi albo idiotami. Uświadomcie sobie, Wasze dzieciństwo już nie istnieje, jesteście starzy i klimat Oryginalnej Trylogii nigdy nie wróci. A teraz przestańcie się mazgaić i poczujcie Moc w nowym, wcale nie gorszym klimacie.

Dobra, bezspoilerową recenzję już mieliśmy (dostępna TUTAJ), pora na coś nowego. Tym razem ustosunkuję się do zarzutów o schematyczność (pozdrawiam Mateusza O.).

Bo oto znowu to samo, znowu Gwiazda Śmierci, oklepane i w ogóle be. Otóż moi mili hejterzy to, że ten film opiera się na utartych schematach to ZALETA, a nie wada!

No bo Gwiezdne wojny składają się z trylogii. Najpierw mieliśmy tzw. Oryginalną Trylogię, później Trylogię Prequeli, a teraz rozpoczęliśmy Trylogię Sequeli. I wiecie co? Za każdym razem pierwsze części trylogii (drugie i trzecie oczywiście też) mają ze sobą wspólne elementy.

Zawsze głównym bohaterem jest postać pochodząca z piaszczystej planety, która traci w jakiś sposób opiekunów, a jej rodzice giną. Zawsze na początku jest ona biedna i uzależnionych od innych. W pewnym momencie następuje jednak przełom i postanawia ona porzucić rodzinną planetę by uratować galaktykę wysadzając jakieś wielkie urządzenie. Obowiązkowe punkty fabuły to również śmierć kogoś ważnego czy poszukiwanie pilota.

To wszystko mamy też w tym filmie. I wiecie co? To bardzo dobrze! Bardzo dobrze, bo taka jest konwencja Gwiezdnych wojen. W Bondach też ciągle bohaterem jest agent brytyjskiego wywiadu – gentlemen, biały heteroseksualny mężczyzna. Zaś jego wrogowie to zawsze organizacje lub osobnicy z jakimiś defektami fizycznymi i przerośniętym ego, którzy chcą zniszczyć świat/opanować świat/wywołać III wojnę światową. Pół wieku, ćwierć setki filmów, a tu w kółko to samo. Bond zawsze wygrywa za pomocą jakichś zmyślnych gadżetów od Q i w towarzystwie pięknych kobiet. I zawsze chleje.

A Godzilla? Gigantyczny jaszczur, który walczy z innymi wielkimi potworami, ewentualnie solo rozpieprza miasto. I zawsze ma jakiś związek z Japonią – nawet w amerykańskich wersjach.

Albo Piątki 13-tego. Zawsze morduje Jason, ewentualnie jego matka. I to cała fabuła. Zresztą jest większa liczba długich serii horrorów, które bazują na tym samym scenariuszu.

Pamiętajmy też, że Gwiezdne wojny to wytwór POPKULTURY, a ta rządzi się swoimi prawami. Jedną z reguł jest powtarzalność. Ludzie dostają pierdolca jak w kostium Batmana wchodzi ktoś inny niż Bruce Wayne, a Spider-Manem jest osoba inna niż Peter Parker.

Nowymi Ghostbusters są kobiety – już wszyscy wieszczą, że film będzie gównem, bo tak nie może być.

Na nową FF nikt nawet nie poszedł, bo Johny murzyn, który nawet nie jest biologicznym bratem Sue!

Prawdopodobnie będziemy mieć nowego aktora grającego Indianę Jonesa. Żaden człowiek na świecie nie wyobraża nie-Harrisona Forda. Indiana to Ford i tak musi pozostać na wieki wieków amen. Bo tak.

Wracając do Bonda to kiedy ogłoszono, że jest blondynem i chleje wódkę zamiast Martini to najbardziej zagorzali fani zaczęli popełniać samobójstwa i rzucać klątwę na Craiga i ludzi od castingów.

Po prostu lubimy to co już znamy i to się sprzedaje. Pretensje o schematyczność to w istocie pretensje od Gwiezdnych wojen o to, że są Gwiezdnymi wojnami. To tak samo jakby narzekać, że Dumbo w każdym filmie jest słoniem. Albo, że w każdym Terminatorze występuje Skynet.

A jak ktoś poszukuje czegoś bardziej oryginalnego to polecam Davida Lyncha. Ten to ma dopiero pomysły! Albo Quentina Dupieux. Najlepiej „Morderczą oponę”. Gwarantuję Wam, że ten film nie jest powtarzalny i schematyczny…

Zaczęło się! Kolejna część Gwiezdnych wojen rozpoczęła marsz po kinach całego świata i wszystko wskazuje na to, że nie skończy go zbyt szybko. Jeśli więc macie już dosyć tego całego szumu wokół nich to uzbrójcie się w cierpliwość – film prawdopodobnie pobije kilka rekordów popularności i jeszcze długo będzie o nim głośno. Z okazji premiery przedstawiam państwu swoją recenzję. Bez spoilerów.

Zanim jednak rozpocznę muszę napisać, że jestem śmieciem, podczłowiekiem, a wszystkie obelgi, które wymyśli Jarosław Kaczyński pasują do mnie. Powinienem teraz paść na kolana i iść na nich do samej Kalifornii by całować stopy Abramsa i prochy Disneya za to, że w nich nie wierzyłem. A teraz przechodzimy już do zachwycania się filmem (choć bardziej trafnym określeniem jest „arcydzieło”).

Zacznijmy od fabuły. Jak to zwykle bywa w gwiezdnej sadze rozpoczynamy od mocnego wejścia w historię. Mamy niezły rozpierdol, który wbija nas w fotel i przykuwa do ekranu jednocześnie. Będziemy do niego przykuci do samego końca, a dwie godziny i piętnaście minut miną jak z bicza świetlnego strzelił.

Serio, dzieje się dużo i dzieje się fajnie, nie tak jak w Transformers, gdzie wszystko wybucha, ale jest to nudne, bo wybuchało już przez trzy poprzednie filmy. A nikt i tak nie ginie. Tu każda rzecz ma znaczenie i może niejednego zaskoczyć. Aż do samej końcówki, gdzie bez trudu możemy przewidzieć jak potoczy się akcja? Czy jest to zarzut? Raczej nie. Wszakże już w 1977 kiedy rebelianci rozkminili jak zniszczyć Gwiazdę Śmierci to było wiadomo, że to zrobią. Taka specyfika tej serii.

A skoro przywołałem już film z 1977 to trzeba podkreślić, że jest mnóstwo nawiązań do Oryginalnej Trylogii. Jeśli przed seansem ją sobie odświeżycie to bez trudu je wyłapiecie. Jest też trochę nawiązań do tzw. starego EU. Jest także sporo humoru. Ale nie takiego Jar Jarowego (czyli mówiąc wprost – debilnego). Moim zdaniem idealnie zbilansowano humor z dramatem.

Duża w tym zasługa aktorów i ciekawych postaci. Śmiem rzec, że ta część jest najlepsza aktorsko z całej serii. O ile o drewnianej grze Haydena Christensena i Natalie Portman (z czym się nie zgadzam) napisano już trzy 50-tomowe książki, o tyle sztywnego Marka Hamilla jako Luke’a pamięta już mniej osób. Tutaj wszystko zagrało perfekcyjnie. Nowo aktorzy, starzy aktorzy, roboty.

A skoro o nich mowa to mamy debiut nowego robocika. Jest nim BB-8. Obawiałem się, że będzie to taki drugi Jar Jar – element komiczny dla dzieci, ale na szczęście się myliłem. Kulkowy droid jest na swój sposób słodki.

Słodka jest też Daisy Ridley, która wspaniale sportretowała nieco zagubioną, samotną i niewinną Ray. To godna następczyni Padme Amidali na tronie pięknych bohaterek SW. Jak powszechnie wiadomo poprzedniczka do dziś jest moją ulubioną aktorką. Czy podobną drogę przejdzie Daisy Ridley? Zobaczymy, ale ma na to spore szanse.

A drugi z głównych bohaterów? Finn grany przez Johna Boyegę? Cóż, niczym nie zaskoczył – jest murzynem. I nawet gdyby komputerowo go wybielili to wszyscy byśmy wiedzieli, że to murzyn. Pokazał to zresztą na oficjalnych premierach, gdzie zamiast odpowiadać zaczynał rapować. No i w ogóle miał zachowania typowo murzyńskie co zaprezentował też w filmie. W pewnym momencie to go musiał nawet Han Solo uspokajać.

Bo jest też, moi drodzy w tym filmie Han Solo. Siwy i zdziadziały, ale jest. Podobnie jak Carrie Fisher i Marka Hamill został zepchnięty do roli drugoplanowej, ale wciąż jest tym samym zawadiackim przemytnikiem. A Chewie ma kuszę!

Z innych postaci drugoplanowych ciekawa jest Maz Kanata grana przez Lupitę Nyongn’o (to dopiero murzyńskie nazwisko!).

A z tych bardziej głównych trzeba oczywiście wspomnieć o Kylo Renie granym przez Adama Drivera. Kawał chuja z niego. I ma zajebiaszczą maskę, przez którą mówi jak Bane!

Jest jeszcze postać grana przez Andy’ego Serkisa i jak zwykle jest ona wygenerowana komputerowo, przez motion capture, jak Gollum, Cesar czy King Kong.

Napisałbym o tych postaciach więcej, ale niczego nie chcę Wam zaspoilerować nawet w małej części, więc rzucam tylko takimi ogólnikami. Może za jakiś czas zdecyduję się napisać recenzję ze spoilerami.

Spoilerów za to na pewno nie doszukacie się w muzyce Johna Williamsa. Ten oto kompozytor miał niesamowicie trudne wyzwanie. Jak bowiem stworzyć całkowicie nowe utwory w klimacie sagi? Przecież on komponował je już do poprzednich sześciu filmów! Ale udało się i za to czapki z głów. Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadł motyw poświęcony postaci Ray. Jest nieco inny niż reszta i znakomicie pasuje do postaci.

Na koniec chciałbym wspomnieć o kwestiach technicznych. Jak to zwykle bywa w produkcjach wysokobudżetowych stoją one na najwyższym poziomie. Szczególnie do gustu przypadły mi zdjęcia, które nie są tak „czyste”, jak w przypadku trylogii prequeli, co było jednym z elementów, które pomagały odzyskać klimat Oryginalnej Trylogii. Jeśli zaś chodzi o efekty to nie mamy tutaj żadnej rewolucji. Wszystko stoi na znakomitym poziomie, ale nie ma też nic odkrywczego. Jedyną nowością jest nowy miecz, który tak
naprawdę niczym szczególnym się nie wyróżniał.

Podobnie jak efekty 3D, które są, jak w większości filmów, niepotrzebnym dodatkiem Pod tym względem najlepiej wypadła bitwa w powietrzu i oczywiście walka na miecze świetlne.

Podsumowując: jako fan Star Wars jestem bardzo zadowolony. Oczekiwania miałem dość spore i film te oczekiwania spełnił, a nawet nieznacznie przerósł. Mamy tutaj klimat podobny do Oryginalnej Trylogii, ciekawych bohaterów i niebanalną fabułę. Ta część jest zdecydowanie lepsza niż wszystko z Trylogii Prequeli. Czy jest najlepszą częścią Gwiezdnych wojen w ogóle? O tym zadecyduję jak zobaczę ten film co najmniej jeszcze jeden raz i jak emocje już opadną. A to raczej stanie się nieprędko.

Ocena: 11/10 i do ulubionych
Miłość do Rey i Daisy Ridley: 12/10
Murzyńskość Finna/Boyegi: nieskończoność/10

„Powinieneś uszanować wolę większości. A Jeśli nie podoba Ci się, że wygrał PiS, pakuj się i wyjeżdżaj”

Hasło, które napisałem nie jest żadnym konkretnym cytatem, a raczej ogólną wizją jaką zdają się nam narzucać narodowi socjaliści (po niemiecku NSDAP), czyli wyborcy Prawa i Sprawiedliwości. Chciałbym się do tego odnieść.

Po pierwsze dlaczego mam szanować wolę większości? Tylko dlatego, że to większość? Jeżeli we więzieniach większość skazanych to pedofile to należy im się szacunek dlatego, że są w większości?

Nie uważam, żeby każdemu człowiekowi należał się szacunek tylko dlatego, że jest człowiekiem. Nie uważam też, że należy szanować starszych ludzi tylko dlatego, że są starsi. Wielu zbrodniarzy wojennych dożyło późnej starości. Czy to oznacza, że z wiekiem należał im się większy szacunek niż kiedy wydawali rozkazy zagazowania milionów istnień?

Naczelnik Państwa Polskiego w swojej naturalnej pozie

Na szacunek (lub jego brak) to trzeba sobie zapracować! Cechy jakie moim zdaniem zasługują na szacunek to m. in.: szczerość, mądrość, inteligencja, chęć rozwoju. Cechy, których nie szanuję to: kłamstwo, obłuda, hipokryzja.

Kierując się tym tokiem myślenia nie mogę szanować woli większości, bo absolutnie w KAŻDYM społeczeństwie większość stanowią IDIOCI. I nie jest to mój wymysł, tezę tę potwierdzają rozmaite statystki oraz wypowiedzi wybitych JEDNOSTEK (albowiem jedynie jednostka może być wybitna. Nigdy w historii żadna zbiorowość nie została uznana za wybitną). Szanowanie decyzji większości równałoby się zatem szanowaniem idiotów, co najprawdopodobniej uczyniłoby mnie jednym z nich.

„Głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać tych samych efektów” – wyborcy ciągle wybierają PO i PiS mimo, iż narzekają, że w Polsce jest źle – jeszcze jeden powód by ich nie szanować i nazwać idiotami.

Co więcej – zwycięskie ugrupowanie – Prawo i Sprawiedliwość już niejednokrotnie oszukało Polaków. Chociażby wtedy kiedy Jarosław Kaczyński zapowiadał, że nigdy nie zostanie premierem… po czym został premierem. Jak w takim wypadku można wierzyć,
że Beata Szydło pozostanie premierem przez co najmniej 4 lata?

Wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce są złe, okropne, beznadziejne. Ci, którzy tak uważają każą mi wyjechać z mojego kraju. Dlaczego tego nie zrobię?

1. Mam tutaj pracę. Wyjazd wiązałby się z koniecznością oddania 22.000 zł dotacji ze środków europejskich, a także poszukiwaniem nowej pracy za granicą.

2. Mam tutaj rodzinę, znajomych, przyjaciół. Gdybym wyjechał musiałbym zrezygnować z realnych kontaktów z kolegami czy znajomymi. A przecież nie wyjdziemy wszyscy razem!

3. Bariera językowa. Mimo iż uważam, że angielskim posługuję się w stopniu średnio-zaawansowanym (choć gramatyka idzie mi lepiej jak słownictwo) to jednak płynniej posługuję się językiem polskim.

4. Nie stać mnie. Wyjazd za granicę wiąże się z wydawaniem pieniędzy. Nikt za granicą nie da mi mieszkania, a z tego zawszonego kraju nie przeteleportuję się darmowo przecież.

A zatem drodzy rodacy – rozpierdoliliście mi kraj, a teraz każecie wypierdalać. Dajcie mi kasę na bilet, mieszkanie, naukę języka, poszukajcie pracy i namówcie całą moją rodzinę i znajomych na wyjazd, a chętnie wyjedziemy. W przeciwnym razie zamknijcie swoje jebane ryje, bo jesteś idiotami, co właśnie wam udowodniłem, ale ponieważ jesteście idiotami to tego nie zrozumiecie. A idioci nie zasługują szacunek.

Pora na kolejny wpis polityczny. Dziś Krytyk wylicza plusy i minusy poszczególnych partii i komitetów wyborczych, które wezmą udział w najbliższych wyborach. Kolejność przypadkowa.

Dlaczego warto głosować na PO?

  • deklarują, że chcą zlikwidować ZUS
  • deklarują, że chcą ukrócić przywileje darmozjadom – związkom zawodowym
  • to jedyna siła, która może zagrozić PiS

Dlaczego NIE warto głosować na PO?

  • przez 8 lat nie zrobili nic wielkiego
  • kłamią
  • podnoszą podatki ograniczają nam wolność wprowadzając coraz więcej debilnych zakazów
  • wpuścili do nas uchodźców

Dlaczego warto głosować na Nowoczesną?

  • deklarują chęć prostszych podatków
  • deklarują chęć wspierania przedsiębiorczość
  • deklarują chęć wprowadzenia kadencyjności posłów

Dlaczego NIE warto głosować na Nowoczesną?

  • Petru to był doradca Balcerowiczów i Tusków, to takie PO 2.0 = też kłamią

Dlaczego warto głosować na Kukiza?

  • deklaruje chęć wprowadzenia JOWów
  • deklaruje likwidację finansowania partii z budżetu
  • deklaruje, że chce rozpierdolić system

Dlaczego NIE warto głosować na Kukiza?

  • deklaruje, że chce pomóc frankowiczom
  • ma idee socjalistyczny i lewackie
  • chce ograniczać nam wolność
  • kłamie
  • nie potrafi zachować zimnej krwi – wkurwia się o byle co
  • ostatnio liże dupę PiSowi
  • chce zwiększyć wydatki na polskie wojsko

Dlaczego warto głosować na PiS?

BRAK

Dlaczego NIE warto głosować na PiS?

  • Smoleńsk
  • wojna z Rosją
  • Smoleńsk
  • Macierewicz
  • Smoleńsk
  • chcą wprowadzić cenzurę i ograniczyć nam wolność
  • lewackie i socjalistyczne poglądy
  • Smoleńsk
  • sprawiają wrażenie niezrównoważonych psychicznie
  • chcą pomóc frankowiczom
  • nie chcą likwidacji finansowania partii z budżetu państwa
  • chcą państwa kościelnego
  • Smoleńsk
  • kościół na każdym rogu
  • Smoleńsk
  • deklarują chęć pomagania frankowiczom
  • chcą „państwa opiekuńczego”
  • jeśli spełnią swoje obietnice podatki będą 3 razy wyższe niż teraz
  • chcą zwiększyć wydatki na polskie wojsko
  • są hipokrytami
  • myślą, że mają monopol na prawdę
  • Smoleńsk kurwa!

Dlaczego warto głosować na Korwina?

  • jedyna liberalna i prawicowa partia w Polsce
  • twierdzi, że im mniej pieniędzy w budżecie tym lepiej
  • od lat ma niezmienne poglądy
  • chce rozjebać system
  • twierdzi, że państwo nie powinno się wtrącać w życie obywateli
  • jest przeciwko uchodźcom
  • jest za prywatyzacją służby zdrowia
  • nic nie obiecuje

Dlaczego NIE warto głosować na Korwina?

  • chce zwiększyć wydatki na polskie wojsko
  • za dużo gada o religii katolickiej
  • czasami zapomina wziąć tabletek i zachowuje się jakby był z PiSu (czyli jak niezrównoważony psychicznie)

Dlaczego warto głosować na PSL?

  • są doświadczeni, bo od 120 lat kręcą się przy władzy
  • nie są PiSem ani Razem

Dlaczego NIE warto głosować na PSL?

  • są w koalicji z PO, a PO śmierdzi
  • zabiorą nam pieniądze i dadzą rolnikom oraz swoim rodzinom

Dlaczego warto głosować na Razem?

BRAK

Dlaczego NIE warto głosować na Razem?

  • są zdecydowanie największymi lewakami
  • chcą wprowadzić podatki nawet 75% (posrało ich!)
  • są przeciwko prywatyzacji
  • zamierzają ograniczyć nam wolność
  • chcą uchodźców
  • jest to albo troll-partia zrobiona dla jaj, albo są poważnie chorzy umysłowo
  • Zandberg to żyd

Adrian Zandberg w czasie debaty

Dlaczego warto głosować na Zjednoczoną Lewicę?

  • deklarują chęć legalizacji miękkich narkotyków – wolność
  • deklarują chęć zniesienia haraczu radiowo-telewizyjnego (chyba)
  • chcą walczyć w kościołem

Dlaczego NIE warto głosować na Zjednoczoną Lewicę?

  • to socjaliści i lewaki
  • popierają przyznawanie większych praw gejom, lesbijkom i innym wykolejeńcom
  • Barbara Nowacka jest liderem tylko dlatego, że jej matka zginęła w Smoleńsku
  • inny lider – Palikot często zachowuje się jakby był z PiS (czyli jak niezrównoważony psychicznie)

A wy na kogo zamierzacie głosować i dlaczego tez na Korwina? Zapraszam do dyskusji.

Ostatnio zacząłem się zastanawiać jakie mam poglądy polityczne. Znaczy jakie poglądy mam to ja wiem doskonale – bardziej chodziło o to jak się one nazywają. Wziąłem zatem Wikipedię i zacząłem wertować. Tak, wiem, że Wiki to żadne źródło, ale jako podstawa starczy. Ponieważ nikogo to nie obchodzi zamierzam o tym napisać.

Do tej pory uważałem się za prawicowca. Wszakże najważniejsza jest własność prywatna i wolność, a nie jebany socjalizm, wysokie podatki i obowiązkowy ZUS. Jednakże ludzie uważający się za prawicę wyznają te swoje zasady typu: buk, horror, dziczyzna. Bóg jest wielki, zamiast pracować nad ustawą idźmy się pomodlić – to do mnie nie trafia. Uznałem zatem, że podział na „prawicę” i „lewicę” jest zbyt płytki i niedokładny.

Znalazłem zatem termin: „liberał„.

Cytując za Wikipedią: „Liberalizm (łac. liberalis – wolnościowy, od łac. liber – wolny) – ideologia i kierunek polityczny, według którego wolność jest nadrzędną wartością, ma charakter indywidualistyczny i przeciwstawia się kolektywizmowi. Innymi wartościami cenionymi przez liberałów są wartości demokratyczne, wolności i prawa obywatelskie czy własność prywatna i wolny rynek.

Tak, zdecydowanie jestem liberałem.

Nie był to jednak koniec moich poszukiwań, gdyż i to stwierdzenie jest dość szerokie. Trafiłem więc na doktrynę polityczną zwaną „prawicowy libertarianizm”. Kolejne cytaty:

„Prawicowy libertarianizm – termin używany w celu opisania tych libertarian, którzy postulują nieograniczoną swobodę dysponowania własną osobą (samoposiadanie) i własnością, o ile tylko postępowanie to nie ogranicza swobody
dysponowania swoją osobą i własnością komuś innemu (wedle zasady: wolność twojej
pięści musi być ograniczona bliskością mojego nosa lub twoja wolność kończy się tam,
gdzie zaczyna moja). Uznają, że najpełniej wyraża się to w warunkach wolnorynkowego
kapitalizmu i silnego prawa własności prywatnej.”; „Wyznają oni zasadę „nie ma
przestępstwa bez ofiary” (…) w myśl tej zasady niedopuszczalne są też jakiekolwiek
formy cenzury – wolność słowa powinna być nieograniczona.”; „Służba zdrowia, jako
gałąź gospodarki, miałaby zostać zastąpiona prywatnymi firmami świadczącymi usługi
zdrowotne, a obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne miałyby ustąpić miejsca
dobrowolnym„.

No cóż. Z wszystkim zgadzam się w 100%!

Mój wzrok przykuł jednak rozdział o roli państwa.

Kwestia istnienia państwa jest głównym przedmiotem sporu pomiędzy dwoma głównymi nurtami prawicowego libertarianizmu: minarchizmem i anarchokapitalizmem. Minarchiści dopuszczają istnienie państwa minimalnego oraz pozostawienie w jego gestii funkcji takich jak siły zbrojne, policja i wymiar sprawiedliwości. Anarchokapitaliści natomiast uważają, że usługi te mogą i powinny być świadczone przez prywatne przedsiębiorstwa lub dobrowolne stowarzyszenia, natomiast istnienie jakiegokolwiek rządu jest
potencjalnym zagrożeniem dla wolności (oraz złem moralnym)”. Z tych dwóch wybieram anarchokapitalizm.

Jestem zatem anarchokapitalistą. Cóż począć z taką wiedzą? Pewnie poszukam co nieco w Google’ach, może nawet przeczytam jakąś książkę? Najchętniej jednak zapisałbym się do partii anarchokapitalistycznej. Obawiam się jednak, że nie ma takiej w kraju.
Muszę ją zatem założyć. Czekam na propozycje dołączenia.

PS. Jeśli oczekujecie komentarza do debaty to się nie doczekacie. Była nudna i słaba. PO i PiS śmierdzą.

PS 2. Tak, żyję teraz tym, że już za 58 dni, 7 godzin, 17 minut i 1 sekundę premiera „Przebudzenia mocy”, ale jakoś powstrzymuję się przed obejrzeniem zwiastuna. Pewnie streszczają cały film i pokazują najlepsze momenty.


  • RSS
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • Wykop
  • YouTube
  • IMDb
  • Last.fm